
Przemoc doświadczona w dzieciństwie – czy to fizyczna, emocjonalna, czy werbalna – rzadko kończy się wraz z dorastaniem. Jej ślady bywają trudne do uchwycenia, ukryte w cieniu, w mechanizmach obronnych, przekonaniach o sobie i świecie, w jakości naszych relacji z innymi. Psychodynamiczne i psychoanalityczne spojrzenie pozwala zobaczyć te skutki głębiej, nie jako zbiór objawów, lecz jako wewnętrzną historię, która nadal się rozgrywa – często poza świadomą kontrolą.
Przemoc jako doświadczenie formujące strukturę psychiczną
W ujęciu psychoanalitycznym, dzieciństwo to czas, gdy kształtują się podstawowe struktury psychiczne – ego, superego i id, a także styl relacji z obiektem (czyli z drugą osobą). Gdy dziecko doświadcza przemocy, jego psychika nie tylko musi ją znieść – musi ją przetworzyć, zinternalizować i znaleźć sposób, by z nią żyć.
Często nieświadomie dziecko:
- identyfikuje się z agresorem – przyjmuje postawę osoby przemocowej jako część siebie (np. staje się dla siebie surowe, karzące),
- internalizuje obiekt krzywdzący – tworzy wewnętrzne superego, które kontynuuje przemoc pod postacią samokrytyki, wstydu, poczucia winy,
- dysocjuje uczucia – oddziela ból i złość od świadomości, co prowadzi do trudności w rozpoznawaniu i regulacji emocji w dorosłości,
- idealizuje oprawców – aby zachować iluzję bezpieczeństwa, dziecko może usprawiedliwiać przemoc: „zasłużyłem”, „tak trzeba było”, „to dla mojego dobra”.
Mechanizmy obronne wobec przemocy
Dziecko nie ma jeszcze dojrzałego ego, które może realnie ocenić i przetworzyć sytuację przemocy. Dlatego uruchamia pierwotne mechanizmy obronne, takie jak:
- wyparcie – usunięcie wspomnień ze świadomości (brak wspomnień z dzieciństwa),
- zaprzeczenie – nieuznawanie przemocy („wszyscy tak mieli”, „to nie było aż tak złe”),
- rozszczepienie – podział rodzica na „dobrego” i „złego”, bez możliwości zintegrowania ambiwalencji,
- racjonalizacja – tłumaczenie przemocy logicznymi argumentami („byłem niegrzeczny, należało mi się”).
Te mechanizmy, choć służyły przetrwaniu, w dorosłym życiu utrudniają dostęp do autentycznych uczuć i tworzą fałszywe narracje o sobie i relacjach.
Powtarzanie, nieświadome scenariusze i wybory relacyjne
W psychodynamicznym rozumieniu nieprzepracowana przeszłość staje się teraźniejszością. Freud mówił o „przymusie powtarzania” – dążeniu psychiki do ponownego przeżywania traumatycznego doświadczenia, z nadzieją na inny finał.
Dlatego osoby doświadczające przemocy w dzieciństwie często:
- wchodzą w relacje oparte na dominacji i uległości,
- wybierają partnerów chłodnych, niedostępnych lub karzących, przypominających krzywdzącego rodzica,
- nie potrafią wyrażać złości, bo została ona uznana za „niebezpieczną” lub „zakazaną”,
- boją się bliskości, ale jednocześnie jej pragną – ponieważ bliskość w dzieciństwie wiązała się z bólem,
- mają skłonność do samoponiżania, autosabotażu lub perfekcjonizmu – jako form przetrwania w relacji z przemocowym obiektem.

Relacja terapeutyczna jako przestrzeń rekonstrukcji
W terapii psychodynamicznej relacja z terapeutą staje się miejscem, gdzie te wewnętrzne konflikty mogą się ujawnić. Pojawiają się przeniesienia – pacjent może doświadczać terapeuty jako karzącego ojca, obojętnej matki lub zawstydzającego nauczyciela.
To powtórzenie przeszłości w bezpiecznej przestrzeni pozwala:
- ujawnić nieświadome wzorce relacyjne,
- poczuć emocje, które były wcześniej niedopuszczalne (np. złość, bezsilność, smutek),
- zbudować nowe doświadczenie – relację, która nie rani, ale przyjmuje i rozumie,
- stopniowo przeformułować superego – od karzącego do bardziej integrującego.
To proces długotrwały, często bolesny, ale prowadzący do uwolnienia wewnętrznych zasobów i uzdrowienia relacyjnego.
Zakończenie – o odwadze, która nie krzyczy
Doświadczanie przemocy w dzieciństwie nie znika tylko dlatego, że minęło. Zostaje zapisane w ciele, emocjach, w sposobie bycia z innymi i ze sobą samym. Ujęcie psychodynamiczne nie oferuje prostych recept – ale daje szansę na głębokie zrozumienie, które leczy od środka.
Odwaga nie zawsze oznacza konfrontację.
Czasem oznacza usiąść w ciszy ze swoim bólem.
Zacząć mówić – choćby szeptem – o tym, co kiedyś było zbyt trudne.
I zauważyć, że nie jesteśmy już tym małym dzieckiem –
że teraz możemy usłyszeć siebie i być po swojej stronie.
