
Dziecko nie powie Ci: „Nie śpię, bo czuję napięcie między wami”.
Nie powie też: „Wiem, że coś jest nie tak z mamą albo tatą”, a także:
„Nie śpimy spokojnie, bo mama milczy przez cały wieczór”, czy
„Boimy się, gdy tata znika i nie odbiera telefonu”
Za to może:
- zacząć mieć napady złości,
- przestać jeść,
- moczyć się w nocy,
- skarżyć się na ból brzucha albo głowy,
- krzyczeć bez wyraźnego powodu,
- być „niegrzeczne”,
- nie chcieć iść do szkoły
- izolować się lub śmiać się nerwowo
- obgryzać paznokcie
Bo dziecko nie zawsze komunikuje się słowami – ono mówi zachowaniem, ciałem, emocją. Nie zawsze chodzi o to, że „coś jest z dzieckiem nie tak”. Czasem to system rodzinny wysyła sygnał, że coś przestaje działać na poziomie emocji, ról, obecności. A dziecko, najbardziej czuły barometr relacji, przejmuje to napięcie i przekształca w objaw.
Co to znaczy „delegowanie objawu”?
W ujęciu psychologicznym (szczególnie w terapii systemowej i psychodynamicznej) mówimy o delegowaniu objawu, gdy jednostka (najczęściej dziecko) przyjmuje na siebie objaw, który w rzeczywistości dotyczy napięcia w systemie rodzinnym i wyraża je poprzez swoje objawy – somatyczne, emocjonalne lub behawioralne.
To nie jest manipulacja.
To niewypowiedziany komunikat, najczęściej zupełnie nieświadomy, który brzmi:
„Coś tu jest trudnego. Ja to czuję, ale nie potrafię nazwać. Więc pokażę to w jedyny sposób, jaki znam.”
Zjawisko to często nie jest uświadomione ani przez dziecko, ani przez rodziców. Dziecko wchodzi w rolę „nosiciela problemu”, przekierowując uwagę z nierozwiązanych konfliktów lub emocjonalnej pustki.
W teorii psychodynamicznej to może być mechanizm identyfikacji projekcyjnej: dorosły nieświadomie „wkłada” w dziecko niewygodne uczucia (np. lęk, agresję), a dziecko je „odgrywa” – często cieleśnie.
Dziecko nie może odmówić roli
Z perspektywy emocjonalnej dziecko nie może odmówić przejęcia roli, jaką nadaje mu rodzina. Gdy dorośli nie wyrażają lęku, złości czy smutku, dziecko może to zrobić za nich.
Przykłady:
- Mama „trzyma się dzielnie” po stracie pracy – dziecko zaczyna wpadać w histerię przed pójściem do przedszkola.
- Rodzice unikają rozmów o konflikcie – dziecko zaczyna się moczyć lub izolować.
- Tata nigdy się nie złości, ale ma tłumione napięcie – dziecko zaczyna bić innych.
Ciało dziecka jako nośnik emocji dorosłych
Często dzieci z tzw. „niejasnymi objawami” – jak bóle brzucha, tiki, duszności, lęk przed szkołą czy drażliwość – funkcjonują w rodzinach, gdzie występują:
- nierozwiązane konflikty między rodzicami,
- niewypowiedziany smutek,
- nadmierne napięcie lub kontrola,
- przemilczane trudne wydarzenia (np. utrata pracy, choroba, żałoba),
- niedostępność emocjonalna dorosłych.
Ból brzucha, tiki, dławiący kaszel, duszności czy zaburzenia snu – to może być somatyczna forma obrony psychicznej. W niektórych przypadkach mówimy też o mechanizmach takich jak:
- konwersja (objaw fizyczny zamiast emocji),
- acting-out (działanie zamiast mówienia),
- regresja (cofnięcie się w rozwoju emocjonalnym).
To nie oznacza, że dziecko symuluje – ono żyje w rzeczywistości, w której ciało przejmuje funkcję ekspresji psychicznej.
Złość, lęk, smutek – emocje, które dziecko „nosi” za dom
Dziecko może:
- złościć się, bo czuje bezsilność dorosłych, których kocha,
- bać się, bo nikt nie nazywa lęku, który wisi w powietrzu,
- smucić się, bo emocje rodziców są dla niego nieprzewidywalne,
- „być grzeczne za bardzo” – czyli niewidzialne, by nie dokładać zmartwień,
- albo „być niegrzeczne” – bo tylko wtedy ktoś je zauważy.
Niegrzeczne, czyli porzucone emocjonalnie
Złość, wybuchowość, agresja – często określane jako „niegrzeczność” – bywają strategią przetrwania emocjonalnego. Gdy dziecko nie może liczyć na emocjonalne trzymanie, zaczyna prowokować, byle by ktoś je zauważył.
W systemach, gdzie nikt nie mówi wprost o emocjach, dziecko czasem staje się „nosicielem objawu” po to, by wymusić konfrontację z tym, co niewypowiedziane.
Nie pytaj tylko „co się dzieje z dzieckiem” – zapytaj „co dzieje się wokół niego”
To pytanie często zmienia wszystko.
Bo dziecko jest objawem systemu, nie oddzielną wyspą.
Kiedy rodzice się zatrzymują i zaczynają widzieć dziecko nie jako „problem”, ale jako posłańca, który sygnalizuje trudne emocje rodzinne – zaczyna się prawdziwe leczenie. Nie tylko dziecka. Całej rodziny.
Co możesz zrobić jako rodzic?
- Zadaj sobie pytanie: Czy moje dziecko niesie coś, czego ja nie chcę czuć?
- Obserwuj nie tylko objaw, ale moment jego wystąpienia – co się wtedy dzieje w waszym domu?
- Pozwól dziecku mówić emocjami – ale ucz je też, że one mają nazwę i można je wyrażać bezpiecznie.
- Sam zadbaj o swoje emocje – dziecko ich nie uniesie za dwie osoby. Poszukaj wsparcia, psychoterapii, konsultacji rodzinnych.
Bo może to nie dziecko „ma problem”.
Może ono tylko próbuje przypomnieć światu dorosłych, że coś tu jest niewypowiedziane.
