
Dlaczego wracamy do dzieciństwa w psychoterapii psychodynamicznej i psychoanalitycznej?
Psychoterapia nie zmienia przeszłości. Ale daje szansę, by dziś zrozumieć, jak ta przeszłość wciąż do nas mówi głosami bliskich nam osób. A potem – krok po kroku – nauczyć się mówić własnym głosem.
Często słyszymy: „Po co wracać do przeszłości?”, „To było dawno, trzeba iść dalej”, „Nie warto rozdrapywać starych ran”. Z perspektywy codziennego życia może to mieć sens – przecież mamy pracę, związki, obowiązki, dorosłe decyzje. Ale w gabinecie psychoterapeutycznym – szczególnie w nurcie psychodynamicznym czy psychoanalitycznym – te „stare rany” okazują się zaskakująco żywe. Bo dzieciństwo nie znika. Ono żyje w nas – w tym, jak kochamy, boimy się, reagujemy, jak postrzegamy siebie i świat.
„Nie wiem, czemu tak reaguję, przecież to tylko drobiazg…”
„Mam wszystko, a czuję się pusty…”
„Znowu wpadłam w ten sam schemat…”
„Zawsze byłem grzeczny. I zawsze tak bardzo samotny.”
W gabinecie terapeutycznym często słyszy się słowa, które dotyczą teraźniejszości, ale brzmią jak echo czegoś znacznie wcześniejszego. W nurcie psychodynamicznym i psychoanalitycznym słuchamy tego echa bardzo uważnie – bo wiemy, że wiele z tego, co dzisiaj przeżywamy, bierze swój początek w miejscach, których już nie pamiętamy lub które wolelibyśmy zapomnieć.
Dlaczego dzieciństwo ma znaczenie?
To, co wydarzyło się w pierwszych latach życia, nie jest tylko wspomnieniem. To fundament, na którym budowana jest nasza tożsamość, relacyjność, poczucie bezpieczeństwa – albo jego brak.
Wczesne relacje – szczególnie z matką, ojcem, głównymi opiekunami – tworzą strukturę, na której opiera się nasza psychika. To wtedy uczymy się, czy świat jest bezpieczny, czy emocje są mile widziane, czy możemy być sobą. Albo odwrotnie – że trzeba być „jakimś”, żeby zasłużyć na miłość, że potrzeby są niewygodne, że nie wolno być zbyt radosnym, zbyt smutnym, zbyt wrażliwym.
Jeśli otoczenie było dostrojone, dziecko rozwija w sobie przekonanie: „jestem ważny”, „mogę czuć”, „świat mnie widzi”. Jeśli nie – rodzi się lęk, nieufność, poczucie braku. I nawet jeśli późniejsze życie wygląda „normalnie”, coś w środku pozostaje w gotowości – do walki, wycofania, ucieczki.
Choć jako dorośli często myślimy o sobie jako o „nowych” ludziach, prawda jest taka, że każdy z nas niesie w sobie historię psychicznego rozwoju – i historia ta zaczyna się bardzo wcześnie.
Nie chodzi tylko o „traumy” w potocznym rozumieniu. Chodzi o mikrodoświadczenia – codzienne reakcje dorosłych, ich obecność lub brak, emocjonalne dostrojenie lub nieobecność. To z nich powstają nasze wewnętrzne przekonania o sobie i o relacjach:
– „Nie mogę zawracać głowy”
– „Lepiej być cicho”
– „Muszę być silna”
– „Na koniec i tak zostanę sam”
– „Moje uczucia to za dużo dla innych”

Jak dzieciństwo wraca w dorosłości?
Freud mówił o „powtarzaniu, które domaga się przekształcenia”. Często nieświadomie odtwarzamy wzorce z dzieciństwa – wybieramy podobnych partnerów, wchodzimy w znane nam role (np. opiekuna, kozła ofiarnego, niewidzialnego dziecka), reagujemy silniej niż sytuacja by tego wymagała.
To nie jest „słabość” ani „brak dojrzałości”. To nieświadoma próba przepracowania starych ran – w nadziei, że tym razem zakończy się inaczej. Ale bez świadomości – zwykle kończy się tak samo.
Dlatego w terapii sięgamy do dzieciństwa. Nie po to, by kogoś obwiniać, ale po to, by zrozumieć.
Bo jeśli nie wiemy, skąd coś pochodzi – nie mamy na to wpływu i to przejmuje nad nami kontrolę. Działamy automatycznie. Reagujemy z miejsca, które kiedyś było zranione, a teraz – chroni się tak, jak umie.
To, co zapisuje się w nas wcześnie, nie znika, nawet jeśli nie mamy do tego świadomego dostępu. Wraca – w postaci powtarzających się schematów, trudności w relacjach, objawów lękowych, depresyjnych, psychosomatycznych.
Przykłady?
- Kobieta, która całe życie troszczy się o innych, a nie potrafi poprosić o pomoc – bo jako dziecko była „tą dzielną”, która nikogo nie chciała obciążać.
- Mężczyzna, który unika bliskości, choć bardzo za nią tęskni – bo w dzieciństwie bliskość oznaczała również zranienie, kontrolę lub zawstydzenie.
- Osoba, która wciąż trafia na partnerów, którzy ją ignorują – bo kiedyś miłość znaczyła „czekanie i nadzieję, że ktoś w końcu zobaczy”.
Wiele z naszych dorosłych emocji to nie reakcje na obecną sytuację, ale reaktywacja starych śladów emocjonalnych – miejsc, które nie zostały przeżyte, wypowiedziane, zrozumiane.
Dlaczego w psychoterapii psychodynamicznej wracamy do dzieciństwa?
Terapia psychodynamiczna i psychoanalityczna nie koncentruje się wyłącznie na objawie. Szuka źródła. Bo tylko rozumiejąc, dlaczego cierpimy w określony sposób, można naprawdę coś zmienić – nie tylko zewnętrznie, ale wewnętrznie.
Co zyskujemy, sięgając do dzieciństwa?
- Zrozumienie siebie – dlaczego reaguję tak, jak reaguję? Dlaczego ta relacja mnie przyciąga lub przeraża? Dlaczego nie potrafię odpuścić?
- Świadomość wzorców – zamiast powtarzać schematy nieświadomie, możemy zacząć je dostrzegać i wreszcie przerywać.
- Odzyskanie wewnętrznej spójności – kiedy fragmenty naszej historii zostają zauważone, poczute i wypowiedziane, nie musimy już tak bardzo się bronić, zaprzeczać, wypierać.
- Relację korektywną – w bezpiecznej relacji z terapeutą można po raz pierwszy doświadczyć innego „bycia z drugim człowiekiem” – takiego, które nie rani, nie zawstydza, nie opuszcza.

Przeniesienie i odgrywanie – dzieciństwo w relacji terapeutycznej
W terapii psychodynamicznej często to, co „stare”, zaczyna się dziać tu i teraz – w relacji pacjent–terapeuta. Pacjent może doświadczać terapeuty jako obojętnego, zbyt wymagającego, zawstydzającego lub zbyt idealnego – choć realnie terapeuta nie daje ku temu powodu. To przeniesienie – mechanizm, dzięki któremu emocje z przeszłości ujawniają się w bezpiecznych warunkach relacyjnych.
Terapia daje przestrzeń na doświadczenie i przeformułowanie tych reakcji – można je wypowiedzieć, przeżyć i sprawdzić, co się wydarzy. Dla wielu pacjentów to pierwsza relacja, w której mogą być prawdziwi – nie karani, nie oceniani, nie ignorowani.
Dzieciństwo to nie wyrok – to klucz
To prawda – nie mamy wpływu na to, w jakiej rodzinie się urodziliśmy, jak traktowali nas nasi opiekunowie, co było dla nas dostępne, a co nie. Ale mamy wpływ na to, czy i jak się tym zajmiemy dziś.
Psychoterapia nie sprawia, że przeszłość znika. Ale może sprawić, że przestanie nami rządzić z cienia.
Możemy przestać być dziećmi, które próbują wciąż od nowa zdobyć miłość, której kiedyś zabrakło.
Możemy przestać karać się za emocje, które kiedyś były niewygodne dla innych.
Możemy zacząć wybierać siebie – z troską, świadomością, prawdziwie.
Na zakończenie:
„Dopóki nie uczynisz nieświadomego świadomym, będzie kierowało Twoim życiem, a Ty nazwiesz to losem.”
– Carl Gustav Jung
