
To historia wielu kobiet i mężczyzn — i nie tylko.
Historia, która zaczyna się podobnie: fascynacja, błysk, intensywność. Słowa padają szybko, ciało reaguje gwałtownie, wszystko jest tak bardzo. Serce bije mocniej. Tylko że później zaczyna boleć. Znów. Bo on/ona się nie odzywa. Bo wyśmiał/a Twoje uczucia. Bo jest miły,/a tylko wtedy, gdy ma ochotę. Bo nie traktuje Cię jak równej/równego. A Ty — z jednej strony cierpisz, z drugiej nie umiesz przestać chcieć tej relacji.
Dlaczego?
Nie, to nie dlatego, że jesteś „naiwna/y”. Nie dlatego, że lubisz „dramy”. Nie dlatego, że nie wiesz, czego chcesz.
To nie jest historia o słabości.
To historia o mechanizmach psychiki, o głębokiej lojalności wobec dawnych emocji — i o tym, że można to zmienić, jeśli tylko zaczniemy się sobie przyglądać z czułością i odwagą.
Schematy: nieświadome drogi, którymi podąża serce
Schematy emocjonalne to nie coś, co świadomie wybieramy. To wewnętrzne mapy, które tworzą się w dzieciństwie i młodości — w odpowiedzi na to, jak byliśmy kochani (lub niekochani), widziani (lub ignorowani), dotykani, słuchani, zawstydzani, zostawiani.
Jeśli Twoje doświadczenie miłości było pełne napięcia, chłodu, zmienności lub emocjonalnej niestabilności, Twój system nerwowy może kojarzyć miłość nie z ciepłem, lecz z napięciem. To, co przewidywalne i spokojne, może wydawać się… podejrzane. Nudne. Martwe.
Tymczasem „niegrzeczny chłopiec”/”zła kobieta” — dystansujący/a, ironiczny/a, emocjonalnie obojętny/a albo wybuchowy/a — budzi w Tobie tę starą nadzieję: jeśli zdobędę jego/jej serce, może tym razem zostanę naprawdę pokochana/y.
„Niegrzeczny chłopiec”/ „zła kobieta” może być emocjonalnie niedostępny/a, nieprzewidywalny/a, pełen napięcia — a to wszystko przypomina dawne dziecięce doświadczenia: próbę zdobycia uwagi rodzica, który był blisko tylko na chwilę albo pod warunkiem, że… się dopasujemy.
Jeśli w dzieciństwie bliskość wiązała się z nieprzewidywalnością, emocjonalnym dystansem, chłodem albo kontrolą – mózg może kojarzyć to z „miłością”. I tak „niegrzeczny chłopiec”/zła kobieta przypomina kogoś, kogo trzeba zdobywać, uspokajać, naprawiać. To jakby powrót do przeszłości z nadzieją, że tym razem uda się zmienić zakończenie.
To nie miłość. To psychologiczna rekonstrukcja z przeszłości.
Ale dla serca — to może być niemal jak przetrwanie.
Mechanizmy obronne: miłość jako strategia przetrwania
Mechanizmy obronne to nie „wymówki”. To struktury, które powstały, byśmy mogli przetrwać emocjonalnie trudne doświadczenia.
Idealizacja partnera („on po prostu nie umie okazywać miłości”), racjonalizacja („trudno miał w dzieciństwie, więc muszę go zrozumieć”), zaprzeczenie („w sumie nie było tak źle”), a nawet uzależnienie emocjonalne — to wszystko strategie ochronne.
One nie są głupie. One są mądre — tylko że powstały w warunkach, które dawno minęły.
Kiedy jesteś z kimś, kto Cię rani, ale czujesz, że nie możesz odejść, często nie chodzi o „niego”/”nią”.
Chodzi o to, co ta relacja w Tobie dotyka.
Czasem to echo:
– „Jestem tylko wtedy ważna/y, gdy się staram.”
– „Miłość to coś, co trzeba zdobywać.”
– „Jeśli nie jestem idealna/y, zostanę odrzucona/y.”
Nie widzimy, że tak naprawdę tkwimy w układzie, który powiela nasz dawny ból. I że nieświadomie przyciąga nas nie to, co daje ciepło, ale to, co rozbudza emocjonalny chaos. Bo w chaosie czujemy się… jak w domu.
Style przywiązania: dziecięce rany, dorosłe wybory
Teoria przywiązania mówi, że sposób, w jaki doświadczyliśmy więzi z opiekunami, wpływa na to, jak budujemy bliskość w dorosłości.
Jeśli jako dziecko nie wiedziałaś, czy mama będzie blisko czy nie, czy będzie ciepła czy chłodna, czy Twoje emocje zostaną zaakceptowane czy zawstydzone — możesz rozwinąć lękowy styl przywiązania.
Taki styl sprawia, że ciągle boisz się opuszczenia. A więc lgniesz do osób, które są niedostępne. Paradoksalnie: im bardziej Cię ignorują, tym mocniej się starasz. Bo Twoje wewnętrzne dziecko zna ten schemat. Ono zna lęk i walkę. Ale nie zna relacji, w której ktoś po prostu zostaje.
Z kolei jeśli nauczyłaś się emocjonalnie wycofywać, bo np. Twój ojciec był niedostępny emocjonalnie albo fizycznie, ciągle w pracy, nadużywał alkoholu – to teraz nie ufasz, chronisz siebie przez niezależność — możesz rozwinąć unikający styl przywiązania. Wtedy bezpieczna bliskość może Cię przerażać. Unikasz jej, uciekasz — i wybierasz osoby, które Ci jej nie zaoferują.
To nie Ty jesteś „zepsuta/y”. To Twoje rany kierują wyborem.
Zastanów się: kogo naprawdę boisz się spotkać?
Kogo unikasz, choć deklarujesz, że za tym tęsknisz?
Być może nie boisz się „złych chłopców/kobiet”.
Być może boisz się dobrych, uważnych, czułych ludzi, którzy zobaczą Cię naprawdę — z Twoją słabością, niepewnością, ciałem, potrzebą, lękiem.
A może boisz się samej siebie — tej wersji siebie, która wie, że zasługuje na więcej.
Z gabinetu terapeutycznego… i z życia
W swojej pracy widzę kobiety (i mężczyzn), którzy wciąż zakochują się w osobach, które ich nie chcą, nie szanują lub krzywdzą.
Ale za każdym razem, kiedy zaczynamy patrzeć na te wybory nie jak na porażkę, ale jak na historię, która domaga się domknięcia — coś się zmienia.
Ciało przestaje reagować na ból jak na miłość.
Serce przestaje tęsknić za dramatem.
Pojawia się miejsce na spokój.
I wtedy — po raz pierwszy — relacja może być bezpieczna.
Dla Ciebie
Jeśli czytasz ten tekst i czujesz, że to o Tobie — nie jesteś sam/a.
Nie jesteś dziwna/y.
Nie jesteś zepsuta/y.
Twoja psychika przez lata próbowała Cię ochronić.
Twoje serce robiło, co mogło, by przeżyć.
To, że trafiasz ciągle na tych samych partnerów, to nie znak, że zasługujesz na mniej — to znak, że Twoja historia domaga się zauważenia i ukojenia.
Nie musisz naprawiać nikogo.
Nie musisz się starać, żeby zasłużyć.
Masz prawo do miłości, która nie boli.
I tak — możesz się tego nauczyć.
Terapia to nie koniec iluzji. To początek prawdy.
I wolności.
