
O emocjach, presji i człowieczeństwie ludzi w mundurach.
Policjant – słowo, które budzi wiele skojarzeń. Dla jednych to symbol porządku, autorytetu, bezpieczeństwa. Dla innych – stres, dystans, czasem strach. Ale rzadko kiedy myślimy o policjancie jako o człowieku, który – tak jak każdy z nas – czuje, przeżywa, cierpi i… płacze.
Społeczny obraz funkcjonariusza w mundurze od dekad opiera się na stereotypie osoby twardej, nieugiętej, chłodnej emocjonalnie. Kogoś, kto ma być silny zawsze i wszędzie. Ale za tym obrazem stoi rzeczywistość, która jest o wiele bardziej złożona. Bo tak, policjanci płaczą. I mają do tego pełne prawo.
Praca pod presją – codzienność funkcjonariusza
Wyobraź sobie dzień pracy, w którym nie wiesz, czy wrócisz do domu. Dzień, w którym musisz poinformować rodzinę o śmierci bliskiej osoby, albo odebrać dziecko z domu, w którym było ofiarą przemocy. Taki dzień – i wiele innych – to dla policjanta nie wyjątek, lecz codzienność.
Policjanci mają do czynienia z najciemniejszymi aspektami życia społecznego. Przestępczość, wypadki, przemoc, śmierć, cierpienie – to nie są historie z filmów kryminalnych, ale realne sytuacje, z którymi mierzą się niemal każdego dnia. Za każdym przypadkiem stoi człowiek, często dramat, czasem trauma.
Czy można przechodzić obok tego obojętnie? Czy można nie czuć nic? A przede wszystkim – czy można nie płakać?
Emocje w mundurze – niewidzialna walka
Choć funkcjonariusze są szkoleni do działania w warunkach stresu, żadne szkolenie nie sprawi, że przestaną być ludźmi. Stres, adrenalina i konieczność zachowania profesjonalizmu nie wykluczają przeżywania emocji. W rzeczywistości, to właśnie zdolność do empatii i emocjonalna wrażliwość czynią policjantów skuteczniejszymi i bardziej ludzkimi.
A jednak przez lata w służbach funkcjonowała (i wciąż funkcjonuje) kultura „twardości”. Mówienie o uczuciach, szczególnie takich jak smutek, bezsilność czy lęk, było (i bywa) traktowane jako oznaka słabości. Policjanci uczą się tłumić emocje, „nie mięknąć”, „nie rozklejać się”. Niewielu z nich przyznaje się do płaczu – bo boją się o swój wizerunek, pozycję, relacje z kolegami.
Ale emocje nie znikają tylko dlatego, że są przemilczane. One się kumulują. I jeśli nie znajdą ujścia – prowadzą do poważnych konsekwencji.
Koszty emocjonalne: wypalenie, trauma, samobójstwa
Praca w służbach to nie tylko fizyczne ryzyko – to także ogromne obciążenie psychiczne. Długotrwały stres, regularny kontakt z traumatycznymi wydarzeniami i brak możliwości emocjonalnego odreagowania to droga do:
- wypalenia zawodowego,
- depresji i zaburzeń lękowych,
- uzależnień (np. od alkoholu, leków uspokajających),
- kryzysów w relacjach rodzinnych,
- a w skrajnych przypadkach – myśli i prób samobójczych.
Z danych z różnych krajów wynika, że funkcjonariusze policji są jedną z grup zawodowych najbardziej narażonych na samobójstwa. Nie dlatego, że są słabi. Ale dlatego, że przez lata nie mogli (lub nie umieli) mówić o tym, co ich boli. Bo musieli być silni. Bo nie wypadało płakać.
Coraz więcej światła – zmiany na lepsze
Na szczęście coraz częściej mówi się o potrzebie opieki psychologicznej i emocjonalnego wsparcia dla służb mundurowych. Powstają programy prewencyjne, pojawiają się etaty psychologów w komendach, rośnie liczba kampanii społecznych.
Coraz więcej byłych i obecnych policjantów otwarcie mówi o swoich doświadczeniach – o stresie, lękach, terapii, a także… o łzach. Płacz nie jest już tabu, choć wciąż potrzeba odwagi, by się do niego przyznać.
To zmiana pokoleniowa, ale też kulturowa. Bo zdrowie psychiczne staje się coraz bardziej zrozumiałym i akceptowanym tematem – również w mundurze.
Dlaczego to ważne?
Bo funkcjonariusz, który ma przestrzeń do przeżywania i przepracowywania emocji, to funkcjonariusz bardziej świadomy, uważny, bezpieczny – dla siebie i innych. Tłumienie emocji nie służy nikomu. Nie czyni nikogo silniejszym – przeciwnie, osłabia i oddala od człowieczeństwa.
Dając policjantom przestrzeń do mówienia o emocjach, nie odbieramy im autorytetu – przeciwnie, pokazujemy, że siła może iść w parze z wrażliwością. I że łzy nie przekreślają profesjonalizmu – są jego ludzkim uzupełnieniem.
Czy policjanci płaczą?
Tak. Czasem po służbie. Czasem po cichu, w samochodzie. Czasem w gabinecie psychologa. Czasem dopiero po latach, gdy wracają wspomnienia. Ale tak – płaczą.
Bo są ludźmi. Takimi jak my. Tyle że z bagażem, który wielu z nas trudno sobie nawet wyobrazić.
Co możemy zrobić jako społeczeństwo?
- Okażmy więcej zrozumienia. Policjanci też czują – nie tylko wtedy, gdy są ofiarami systemu, ale każdego dnia.
- Nie śmiejmy się z emocji w mundurze. Empatia to nie słabość – to siła.
- Wspierajmy psychologiczną opiekę w służbach. To inwestycja w bezpieczeństwo nas wszystkich.
- Zmieniajmy narrację. Zamiast „twardziel”, mówmy „człowiek, który nosi mundur i czuje”.
Za każdym mundurem stoi człowiek. I ten człowiek – choć uzbrojony w przepisy, odwagę i procedury – ma też serce. A serce czasem płacze. I nie ma w tym nic złego.
